Dzięki temu “mistrzowi parkowania” można było zagrać w “rosyjską ruletkę”

Ten kierowca, który w ten sposób zaparkował na warszawskim Mokotowie wykazał się całkowitym brakiem wyobraźni – pozostawił pojazd na przejściu dla pieszych, zajął całą szerokość chodnika, a zasłaniając przechodniom widok – wprowadził poważne zagrożenie w ruchu drogowym.

Trudno będzie przebić „wyczyn” tego kierowcy. Naruszył on za jednym razem co najmniej 4 przepisy w ruchu drogowym: pozostawił pojazd na pasach, nie zachował odpowiedniej odległości od skrzyżowania, nie pozostawił przechodniom 1,5 m chodnika przez co utrudnił – zatamował ruch. Co jednak najgorsze, wprowadził bardzo poważne zagrożenie dla pieszych. Jak relacjonował strażnik, który interweniował w tej sprawie – wejście na pasy zza tak zaparkowanego samochodu przypominało „rosyjską ruletkę”.

Nasi głosujący też nie mieli wątpliwości. Spośród 4 kandydatur opisywane parkowanie za najgorsze uznało ponad 48% biorących udział w ankiecie. Ponad dwukrotnie mniej głosów „przeciw” zebrał kierowca B, który „centralnie” wjechał na chodnik, wysiadł i poszedł… Lutowy „zwycięzca” najwyraźniej nie pomyślał: ani o rodzicach z wózkami, ani o osobach niepełnosprawnych, którzy nie mieli jak przecisnąć się chodnikiem, ani nawet o wychodzących na pasy dzieciach, których głowa nie wystawała sponad samochodu – podkreślają strażnicy miejscy z Warszawy.

Zgodnie z przepisami sprawcy takiego czynu grozi mandat do 1000 zł, nie licząc kosztów holowania i postoju na wyznaczonym parkingu.

„Mistrzowie Parkowania” to –  prowadzona między innymi na profilu twitterowym warszawskiej Straży Miejskiej – akcja profilaktyczno-edukacyjna, dzięki której strażnicy miejscy chcieliby zmienić społeczne postrzeganie wykroczeń związanych z parkowaniem, pokazać, że sytuacji, z którymi na co dzień wszyscy mamy do czynienia, nie można kwitować tradycyjnym „to tylko na chwilę”.

Więcej o akcji przeczytacie w tej poniżej 

“Mistrzowie” parkowania – zobaczcie i wybierzcie najlepszego

Fot., źródło Straż Miejska Warszawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *