Ten pies miał być przerobiony na smalec

Jeremi dobrze wie, jak to jest być dla ludzi zerem. I choć jest psem pasterskim w typie popularnego berneńczyka, to nawet wygląd, po którym dziś tak chętnie wartościujemy każdego, nie uchronił go przed tragicznym losem. Któregoś dnia Jeremi zasilił szereg psów, które z wytęsknieniem obserwują każdy przejeżdżający samochód i nasłuchują, czy zbliża się ten, którego dźwięk rozpozna z daleka.

Psów, które wierzą, że ich pan na pewno zapomniał o nich przez przypadek i wróci, może nie już, może jeszcze nie dzisiaj, ale wróci na pewno. Muszą więc czekać do ostatniego oddechu w miejscu, w którym je zostawiono. Bo przecież przyjaciół się nie porzuca. O przyjaciół się troszczy i się ich leczy, gdy chorują. Tak w bajkach mówią. Po Jeremiego nie wrócił nikt, choć ten wiernie czekał przy szutrowej drodze. W cieniu drzew, coraz bardziej markotny, kładł Jeremi głowę na swoich chorych łapach i drzemał. Co jakiś czas tylko wstawał, nasłuchiwał, baczenie obserwował czy zbliżający się samochód to ten, na który tak wyczekiwał. A gdy opadał tuman kurzu, coraz bardziej opadała też nadzieja Jeremiego. Chory, niedowidzący Jeremi kilka dni koczował przy drodze. Budzący odrazę, przeganiany był petardami przez młodzież. Za każdym razem wracał w to samo miejsce. I czekał. Bo jego psim serduszku nadal tliła się nadzieja. Że on, ten, którego znał i kochał – jednak wróci – podkreślają przedstawiciele Fundacja Centaurus

Jak dodają, po wielu dniach zaczął zachodzić do sąsiadującego gospodarstwa. Może uznał, że już nie ma na co czekać. A może tak źle się czuł, że poszedł szukać pomocy. Źle wybrał, właściciele zabudowań, do których zaczął zaglądać Jeremi, otwarcie mówili, że ten tłusty pies nada się idealnie na smalec.

Osoba, która poprosiła o pomoc dla Jeremiego, ocaliła mu życie. Schorowany, niedowidzący pies, mający problemy z chodzeniem albo skończyłby pod kołami samochodu albo jako cudowna maść na wszystko, bo ileś ludzi nadal wierzy, że to remedium na choroby. 

Czemu Jeremiego wyrzucono? Może się znudził? Może, gdy zaczął chorować, nikt nie zwrócił uwagi, a potem pies już wyglądał tak, że wstyd było pokazać go ludziom? A może po prostu ktoś liczył, że Jeremi sam umrze i nie będzie trzeba leczyć? Tego się nigdy nie dowiemy, ale, patrząc na tragiczny stan Jeremiego, gdziekolwiek był jego dom, to nie był to dom, o którym marzyłby jakikolwiek pies.

Dziś Jeremi nadal podnosi swój wielki psi łeb, gdy zbliża się samochód. Chwilę nasłuchuje i znowu zwija się w kłębek na swoim posłaniu. Zagrzebuje nos w kocyku i niezmiennie tęskni. Tęskni za swoim panem, który chorego psa wyrzucił.

– Połamane serce Jeremiego wyleczy czas i troskliwa opieka, ale by wyleczyć zaawansowane zmiany skórne, by Jeremi miał wykonaną diagnostykę oczu i łap, na które bardzo kuleje, by można było mu pomóc, potrzebne są pieniądze. Potrzebne są też – środki na opłacenie pobytu Jeremiego w domowym hotelu. Prosimy, wesprzyjcie Jeremiego. Sprawcie, by był psem pięknym i wracającym do zdrowia, gdy nadejdzie ten dzień, w którym Jeremi zamacha na widok człowieka ogonem. Bardzo prosimy, pomóżcie sprawić, by dla Jeremiego zaświeciło jeszcze słońce. Bo na pewno gdzieś tam w świecie czeka na niego jakiś wyjątkowy człowiek, który go nigdy już nie zostawi. Który dam mu dom na zawsze. Musi się tylko znaleźć – podsumowują przedstawiciele Fundacja Centaurus.

Szczegóły zbiórki znajdziecie na stronie ratujemyzwierzaki.pl/centaurus-jeremi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *