Jak złapać koronawirusa

Aby zakazić się COVID-19, najprościej być aktywnym, podróżować, spotykać się z ludźmi w dusznych pomieszczeniach, nałogowo odwiedzać sklepy i zatłoczone kościoły; dużo mówić, krzyczeć, śpiewać w chórze i nie zakrywać twarzy. Można też osłabiać swoją odporność kiepskim odżywianiem i brakiem snu. Alkohol doda odwagi i rozwieje wątpliwości, zaś papierosy osłabią płuca i dadzą pretekst do zdjęcia maseczki.

Na początku pandemii wierzono, że dzięki powszechnemu lockdownowi choroba wygaśnie w ciągu dni bądź tygodni. „Możesz uratować świat siedząc na kanapie i oglądając telewizję” – głosiły memy. Niestety, niektórych to przerosło, a poza tym nie wszystko da się zrobić zdalnie.

Wielu internetowych ekspertów martwiło się, że pandemia nie jest pandemią, bo nie spełnia kryteriów, które by im pasowały. Stroskani obywatele narzekali, że zgonów jest za mało („więcej ludzi ginie w wypadkach drogowych”), a szpitale jednoimienne stoją puste i „coś z tym trzeba zrobić”.

Upowszechniła się nawet telepraca. Ale pandemia i tak ustępowała tylko po to, by powracać znów i znów. Nawet wprowadzenie szczepionek nie zmieniło ogólnej sytuacji, i choć część najbardziej narażonych osób stałą się odporna – szczepionek jest wciąż zbyt mało. Mimo to nie brak takich, którzy gotowi są oddać życie za wiarę w szkodliwość szczepień (sądząc po hasłach w rodzaju „żywcem mnie nie zaszczepicie”).

Do pandemii COVID-19 nieświadomie przyczyniło się wielu ludzi. Jedni niestrudzenie podróżowali po świecie, zakażając się nowymi wirusami, by potem dowieźć je do wielkich miast. Inni spotykali się z nimi w pojazdach, mieszkaniach, restauracjach czy nocnych klubach, by dalej przekazać chorobę do mniejszych ośrodków. Nawet pogrzeby okazały się świetną okazją do zakażeń osób nierzadko przyjeżdżających z daleka.

Swoją rolę odegrały zamieszanie, chaos informacyjny i dezinformacyjny. Dzięki filmikom na YouTube i informacjom w mediach społecznościowych liczba pewnych siebie ekspertów od chorób zakaźnych, szczepień i wolności obywatelskich wzrosła niemal do poziomu znawców motoryzacji i piłki nożnej.

Wirus SARS-CoV-2, który powoduje COVID-19, przenosi się głównie drogą powietrzną z osoby na osobę. Kiedy zakażona osoba kaszle, kicha, mówi lub śpiewa, zawierające wirusa drobne kropelki wydostają się z nosa i ust. Wyniki badań wskazują, że wirus może przetrwać w powietrzu do 3 godzin.

Wirusy nie unoszą się w powietrzu luzem. Ich nośnikami są większe i mniejsze kropelki emitowane podczas oddychania, kaszlu, kichania, mówienia czy śpiewu. Kropelki większe od 300 mikrometrów opadają na podłoże w ciągu sekund, dlatego zagrażają tylko osobom odległym o mniej niż 2 metry. Jednak drobne kropelki mające poniżej 100 mikronów są jak dym – mogą się unosić w powietrzu godzinami.

Wczesne warianty wirusa były niewiele bardziej zakaźne niż grypa, każda osoba mająca COVID-19 przekazywała chorobę 2 lub 2,5 innym. Nowe warianty są nawet o kilkadziesiąt proc. bardziej zakaźne. (Gdyby połączyć cechy kilku z nich, może powstałaby nowa jakość?)

Choć zakażenia przez dotyk są rzadko spotykane, nie myjąc rąk i pocierając nimi oczy można się zakazić. Na powierzchniach takich, jak plastik i stal nierdzewna, wirus pozostaje aktywny nawet 2-3 dni. Medycyna zna mniej prawdopodobne zakażenia, jak w przypadku mongolskiego małżeństwa, które kierując się zaleceniami tradycyjnej medycyny zjadło surową nerkę świstaka i zmarło na dżumę.

Najczęściej wirusa przenoszą osoby z objawami (z których szczególnie zauważalnym jest kaszel), jednak są też nosiciele bezobjawowi oraz przedobjawowi – u których objawy zakażenia jeszcze nie wystąpiły. Ostatnio we Francji pojawił się wariant wirusa niewykrywany przez typowe testy, a wariantem brazylijskim mogą zakażać się osoby, które przeszły już typową infekcję.

Jak mawiali amerykańscy żołnierze podczas wojny w Iraku i Afganistanie, „poczucie bezpieczeństwa zabija” (z 90 000 Amerykanów walczących w Afganistanie głównie w starciach z partyzantami i w zamachach zginęło 2300, co mniej więcej odpowiada odsetkowi zgonów wśród chorych na COVID-19).

Idealnym miejscem do zakażenia wydaje się dyskoteka lub nocny klub – pod wpływem alkoholu ludzie stają się mniej ostrożni, spotykają osoby mające wiele kontaktów z innymi, głośno mówią i śpiewają by przekrzyczeć muzykę, nie zachowują dystansu… W ciasnym, niewentylowanym pomieszczeniu w ciągu godziny krzycząca lub śpiewająca osoba zakażona COVID-19 emituje ilość zakaźnego aerozolu wystarczającą teoretycznie do zakażenia 1500 osób. O ile na otwartej przestrzeni aerozole szybko rozpraszają się i są unoszone, to w niewietrzonych pomieszczeniach w których przebywają ludzie ich stężenie stale się podnosi – tym szybciej im głośniej rozmawiają, a zwłaszcza gdy krzyczą i śpiewają (mówiąc emitujemy 10 razy więcej aerozolu niż milcząc, krzycząc – 50 razy więcej).

Dla tych którym podobny poziom ryzyka nie wystarcza, są bardziej wymyślne rozrywki, jak beer pong – wrzucanie ustami piłeczki do kolejnych szklanek z piwem. (Takie zabawy w barach miasteczka Ischgl zwanego “alpejska Ibizą” miały się przyczynić do pierwszej europejskiej fali COVID-19 na początku roku 2020).

Już wkrótce szczepienia na COVID-19 będą mogły odbywać się w aptekach

Czasami można się dowiedzieć, jak zakażona została dana osoba – jeśli wiadomo, że miała kontakt z chorym. Przy wielkiej liczbie zakażeń wymagałoby to śledzenia kontaktów na poziomie, który udało się osiągnąć w niewielu krajach (na przykład w Chinach, gdzie rząd ma wyjątkowo duże możliwości elektronicznej inwigilacji). Nowe programy do analizy nagrań potrafią rozpoznać daną osobę nawet, gdy nosi maseczkę. (PAP)

Fot. ma charakter poglądowy. Źródło PAP- Nauka w Polsce/Paweł Wernicki

 

 

Dodaj komentarz

WieleLiter.pl